Ballada o idei

(9-)

Poza przestrzenią i czasem, kilka upostaciowionych idei zebrało się, na swój jedyny sobie możliwy semantyczny sposób, łącząc się znaczeniami, doświadczeniami i uczuciami, wnioskami, przyczynami i skutkami. Zebrały się w wokół niczego, choć w ich rzeczywistości trudno mówić o zebraniu się w kółko ale uznajmy to za licencja poetica barda. Zebranie to było celowo, bo oto z niczego zamanifestowała się nowa idea. Wyłoniła się z nicości jak zwykle, nagle, niespodziewanie, uformowana co do znaczenia, ale goła o doświadczenie siebie, poczucie siebie. Jej połączenia zatem z innymi zebranymi ideami upostaciowionymi były bardzo ubogie, była jak okrągły płatek śniegu w puchu śnieżnych unikalnych gwiazdek na budzie psa zimą, w Finlandii. Idea ta była jakby swym wyprzedzeniem, obietnicą siebie, snem siebie. Zebrane upostaciowione idee otoczyły nowe ideątko miłością, troską i delikatnie ujmując jej różne znaczeniowe czółki, po części im nieznane, jak to z nowym ideątkiem, utuliły jak to tylko spełnione idee potrafią, by następnie, niesłychanie troskliwie, delikatnie i z wyczuciem osadzić nową idee w formie, uprzednio zawczasu przygotowanej. Wiedzieć trzeba, że formy dla nowych ideątek są bardzo elastyczne, tak by mogły pomieść ich nowość. Są również odpowiednio przygotowane doświadczeniem innych idei tak, by zapewnić to co niezbędne by ideątko mogło doświadczyć się w pełni ale z należytą opieką i prowadzeniem.

Przygotowaną formę, upostaciowione idee opuściły w rzekę kreacji, idee matkę ich wszystkich, otoczoną wielką czcią i szacunkiem, wody matki wszechrzeczy szybko porwały formę i uniosły ze sobą, w swój jedyny sobie znany sposób, tak by forma z ideątkiem znalazła się w otoczeniu takich form jakie matka rzeka kreacji czuła za najbardziej odpowiednie dla tego co idea ojca nicości, równie szacowna i pierwotna, zrodziła w obietnicy, tak by matka rzeka kreacji mogła ją w czyn obrócić.


(8-)

Energia kreacji unosząca formy i modelująca je niczym artysta we wzajemnych układach, w dalszym ciągu poza czasem i przestrzenią, co bardowi trzeba wybaczyć, że ująć to jakoś próbuje, utworzyła ostatecznie pewną, nazwijmy to sztukę, dzieło mające ideątko nowe ukazać w różnych aspektach, dać mu się napełnić doświadczeniami, przejść przez akty owego dzieła wieńcząc każdy z nich rozjaśnieniem idei sobą czutej postaci coraz to jaśniej i jaśniej. Gdy matka kreacja sztukę dla ideątka rozpisała, otaczając je wieloma innymi ideątkami lub ideami, tak by nie w samotności się upostaciowało, matka kreacja ostatecznie sztukę swą nową połoniła i tak powstała historia ideątka życiem jeszcze nie napisana ale życiem tchniona.


(7-)

Ideątko czuć się zaczęło, tchnieniem matki życia ożywione, ale cóż to za czucie było. Piękne, błogie niesłychanie, pełne barw, muzyki, smaków, dotyków. Gdyby ideątko doświadczeń więcej miało z ideami dojrzałymi stwierdziło by że raju się objawiło. Tak cudnie mu było. Co potrzebne mu do rozwijania swych kształtów do historii odegrania mu przygotowanej idealnych dostawało. I tak wibrując w radości powstało w sobie dla siebie, widząc już w swym widzeniu postać swą idealną w historii idealnie rozegranej i cudownym aktem finałem z fanfarami zakończonej w otoczeniu innych równie rozbrykanych i szczęśliwych ideątek choć było to bardziej poczucie niż idea że cokolwiek jest lub będzie bo to tylko ideątko niedojrzałe, czujące, nie konceptualizujące jeszcze.


(6-)

Ideątko, nie wiedząc nawet, ciągle poza czasem i przestrzenią, rozłożyło swe kształty w formie kwiatów geometrii, wypuszczając coraz to nowe ich płatki, w formach przeróżnych, symetrycznych i asymetrycznych, budując geometryczny szkielet swego przedstawienia upostaciowienia ideii, w miejscu bez czasu i bez przestrzeni, było jak rozwijający się krajobraz świętej geometrii, tu i tam dotykający innych, równie świętych, dojrzałych mniej lub bardziej geometrii. A po ramionach geometrii tych płynął duch nieskalny, z obietnicą obleczenia każdego fragmentu tego cudu w przeżycie namacalne, głębokie i porywające.


(5-)

I tu historia, ta, jeśli miałaby mieć początek, początek swój ma bo ideątka przedstawienie ruszyło. Kurtyna poszła w górę i sztuka się rozpoczęła. Gdzieś tam, dla ideątka w nieistniejącym ale odczuwanym już „gdzieś tam kiedyś” dwie inne, już wcielone idee miłością zapałały, prowadzone rzecz jasna matki kreacji siłą pewną i niepochamowaną, i poczęły cielesną formę ideątka, zgodnie z jego obietnicą formy kształtu, poprzez struktury sakralnej geometrii duchem już natchnione. Stało się to co stać się zawsze musi. Idea się zamanifestowała w historii, choć jeszcze niedoświadczona przez nic i nikogo, niczym świeży nienapisany ale już czuty w łzie w oku wiersz poetki zapatrzonej w bezmiar kosmosu, a siedzącej na tarasie z kawką w ręce jednej i papierosem w drugiej. Mającej już całość ale potrzebującej teraz szybko papieru by się stało natchnienia zamanifestowanie.


(4-)

Siły się rozpięły w przestrzeni i czasie, magnetyzm serca uruchomił swoje bum bum bum otaczając ziarno ideątka polem magicznym, którego zapach będzie mu teraz zawsze kojarzył się z samym sobą, pierwsze iskierki elektryczne zaskoczyły w tańcu reakcji, decyzji, interpretacji i ideątko zaczęło doświadczać łona matki, już z krwi i kości upostaciowionej. Zjawiska przeróżne zaczęły szturmować bramy percepcji badając jak to nowe unikalne ideątko na nie zareaguje, rzeka kreacji ciekawością swą obmywając, miłosną troskliwością, dbającą o unikatu oryginalność, pieszczeniem. Magnetyzm ideątka wzrastał nieustannie, w rzeczywistości jeszcze mu nie znanej już był odczuwany, inne wcielone idee już go czuły, już o nim mówiły, już kontemplementowały, już widziały obietnice jego w słońca blasku, radości śmiechu i rozkoszy obcowania. W tym czasie też, iskry elektryczne przenikające formę ideątka różne warianty reakcji testowały, tworząc wiele snów, różnych wariantów, pod wariantów, dzieląc się na dwoje, troje, odbicia swe badając, przyjaciół w nich widząc, wrogów. To idea niejako odgrywała sama w sobie, jak na próbie przed premierą, historie jaką ma przeżyć.


(3-)

I stało się to, już bardowi, łatwiej to rzec, bowiem czas i przestrzeń zostały oznaczone. Z lekkim zaskoczeniem ale idea w postaci już ucieleśniona pojawiła się w świecie pewnym, gdzieś na jednym z niezliczonych ogrodów rzeki kreacji, by przedstawienie swe przeżyć, doświadczyć samej siebie, w oczach swych, o oczach innych, skonsumować się i miejmy nadzieję rozbłysnąć swą unikalną barwą, jedyną taką jaka istnieje.


(2-)

Ideątko wzrastając w świecie sobie nieznanym reagować zaczęło, pewne rzeczy jak się okazało światu z idei nie pasowały, jak to w świecie wielorakim ale swymi torami chodzącym, zatem ideątko, chcąc nie chcąc cześć siebie schowało w sobie, część zostawiło na zewnątrz. Dualizm sił przeróżnych poznając, zarówno odczuwany, a z czasem skonceptualizowany, otoczyło się też idei cieniami, chroniąc swą unikalność tak bardzo, że czasem wręcz straciło jej poczucie, zaczęło się, jak to mówią, wtapiać w tłum, w krajobraz. Grać sztukę do rytmu innych, patrząc na innych by kroki do nich dostosować, intonacje zaśpiewów do chóru utrzymać.

(1-)

W pewnym momencie przedstawienia, często aktem I zwanym, ideątko poczuło się życia pozbawione, szare, puste i bez znaczenia. Bo skoro jest jak wszyscy to cóż, że jest jego znaczeniem własnym i wartości jakiekolwiek godnym. Ideątko zapadać się w sobie więc zaczęło, cienie idei którymi się wcześniej otoczyło odkrywając, czując do nich i wstręt i nienawiść i zależność, i uwielbienie, szarpać je na sobie zaczęło niczym szaty rwać, rzucać, zdumiona publiczność w teatrze zaskoczona tym aktem jednak była bo jak to nagle chórzysta jeden wychodzi i szaty rwać zaczyna? Czy to planowane? Czy to sztuki elementy? Czy to słabość aktora? Zaczęło się dochodzenie, insynuacje, komunikacje, plotki, opinie, osądy, recenzje różne krążyć po publiczności zaczęły. Wtem ideątko się zatrzymało, w pół ruchu, dzierżąc fragment szaty w dłoni jednej, drugi już rzucając na podłogę. Oto się stało, dotarło do swej ideii początku. Dotknęło, tego co ojciec nicość obietnicą złożył w łonie matki kreacji. Wtedy serce ideątku niemal się zatrzymało. Z bólu najpierw, jak mogło nie pamiętać, a potem eksplodowało radością tak wielką, że całą publiczność wszystko co metalowe miała, poczuła, bo im zawibrowało od tego pola siły. Wtedy ideątko podjęło dalej pieśń chóru ale innym głosem, w rytmie ale z nową nutą, słowa wplatając nowe. I wtedy też publiczność zamarła, sztuki przewrotnym aktem zaskoczona, to nie był wypadek, to dzieła element, zwrot akcji niesłychany, pieś w pieśni zaśpiewana.

(0)