Zdrowie emocjonalne i mentalne

Nie trzymaj się żadnego konceptu

Nawet tego najpiękniejszego

Pozostań bezkształtny

To jest Twoje istnienie, Twoje prawdziwe zdrowie

Nie czekaj. Nie wychodź. Nie wchodź.

Ani w środku, ani na zewnątrz

To są tylko odniesienia.

Zostaw konceptualizację.

Jeśli jest poczucie wewnętrznego ścisku.

Albo uczucie niepokoju.

To są tylko odczuwane zjawiska.

Nie są opisem Ciebie.

Śri Mooji Baba

Niech te słowa współczesnego nauczyciela non-duality (advaita-vedanty) stanowią wyższy kontekst dla treści niniejszego wpisu.

Każdy zna huśtawki emocjonalne, stany obniżonego nastroju, poczucie zagubienia, niepokoju czy nawet depresji. Momenty w których porywają nas emocje i mówimy komuś to czego normalnie byśmy nie powiedzieli. Chwile słabości i kierowania się niskimi pobudkami, których potem często żałujemy.

Poznanie nauk o niedualnej naturze rzeczywistości, a nawet ich praktyczne zgłębienie nie oznacza od razu uwolnienia się od w/w spraw.

Nasza wewnętrzna przestrzeń, ta w której rodzą się nasze rozmaite reakcje i stany ducha to bardzo złożona przestrzeń. Na to jaka jest, wpływ mają nasze myśli, przekonania, uczucia, emocje i stan ciała fizycznego – sam z siebie jak i będący reakcją na okoliczności zewnętrzne (np. pogoda).

W tzw. teorii systemów, nauce o złożonych systemach wszelkiego typu, np. biologicznych również, istnieje pojęcie homeostazy. Homeostaza do zdolność danego systemu do utrzymania względnie stałych parametrów za pomocą zjawiska samoregulacji.

Można powiedzieć zatem, że nasz typowy stan ducha to nasz stan homeostazy. Z niego działamy, z niego wynikają nasze reakcje. To jaka ta homeostaza jest zależy od stanu naszej świadomości, emocji, uczuć i ciała fizycznego. Np. jeśli jesteśmy standardowo pogodni, otwarci, przyjaźni i spokojni to jest to nasza homeostaza.

Różne sytuacje życiowe powodują, że ta homeostaza jest naruszana. Sytuacje takie uruchamiają np. w nas emocje, te nas porywają i wdajemy się w jakąś zupełnie przed chwilą nie do pomyślenia dyskusję, często wzburzeni. Potem często musi minąć trochę czasu na powrót do poprzedniego zrównoważonego stanu homeostazy. Sprawę komplikuje też fakt, że nie mamy jednego stanu homeostazy zazwyczaj. Mamy jakby kilka stanów ducha do których wracamy. Do niektórych częściej, do innych od czasu do czasu.

Jeśli weźmiemy kostkę do gry, sześciościenną, to możemy powiedzieć, że rzucając ją, wpadnie ona w jeden z sześciu stanów. Jedno oczko na górze, dwa, trzy itd. W sumie sześć możliwości.

Czy nie jest tak, że czasem czujemy się jak kostka do gry, rzucana przez życie przeróżnymi sytuacjami i nosimy się tylko z nadzieją, że jak skończymy się turlać to na górze będzie np. szóstka, nasza ulubiona bo czujemy się wtedy „dobrze”?

Czy jest możliwa zmiana homeostazy naszej wewnętrznej przestrzeni? Czy jest możliwe byśmy niezależnie od okoliczności wracali zawsze do jednego, optymalnego stanu? Czy taki stan jest możliwy i czym miałby być?

Matematycy opracowali bryłę geometryczną która ma jedną pozycję stabilności. Czyli w uproszczeniu homeostazy. Nieważne jak się poturla to zawsze na koniec ustabilizuje się w tym samym położeniu. Zawsze. Nazywa się Gömböc. Nieważne jak ją poturlamy, ustawimy, zawsze wróci do jednego stabilnego ustawienia.

Jednym ze stałych czynników naszego ludzkiego doświadczania jest nieustanna zmiana. Zatem może nie ma czegoś takiego jak wewnętrzny Gömböc? Zmieniają się wszak nasze poglądy, odkrywamy nowe emocje, uczucia, perspektywy. Widzimy wokół coś czego nie widzieliśmy wczoraj. Zmienia się nasze ciało. Czy to rozwija od dziecka czy starzeje z wiekiem. Nieustanna zmiana.

Uwzględniając powyższe, z biegiem czasu przestałem szukać mitycznego jednego wewnętrznego stanu, jednego Gömböca. Zrozumiałem bowiem, że nieustannie zmieniając się, poszerzam niejako swój wewnętrzny świat. Wychodzę poza strefę komfortu – czy to intencjonalnie czy z powodu okoliczności życiowych. Skoro wychodzę poza znane mi doświadczenia, to jest naturalne, że moje własne mechanizmy samoregulacji będą w tym nowym „mnie” poszukiwać nowej homeostazy. Nowego punktu stabilności. Bazy. Odniesienia. A okres tego poszukiwania może być lekko niestabilny.

Stwierdziłem zatem, że zamiast poszukiwać jakiegoś trwałego „dobrze mi ze sobą” nauczę się wspierać siebie, swój umysł, swoje serce, swoje ciało w sprawnym odnajdywaniu nowego stanu homeostazy wraz z postępującymi nieustannie zmianami.

Teraz, gdy nachodzi mnie poczucie niepokoju, czy huśtawka emocjonalna, czy obniżenie nastroju cieszę się jak dziecko. Bo wiem, że znów poszerzyłem swój wewnętrzny świat a zatem mój wewnętrzny świat musi na nowo odnaleźć swój punkt stabilności, mając nowe możliwości jakich nie miał wcześniej.

Wcześniej reagowałem inaczej. Ojej, znów huśtawka. Znów kiepski nastrój. Znów pustka. Znów niepokój…. Co znów zrobiłem źle? Jaki to ma sens? Czy to się kiedyś skończy?

Odkąd zmieniłem podejście i odkryłem metody wspierania siebie w odnalezieniu się w nowym, te epizody poszukiwania „nowego” są krótkie i nawet ciekawe. Same w sobie edukacyjne.

W gruncie rzeczy to jest bardzo racjonalne. Jeśli coś się w nas istotnie zmienia w świadomości, sposobie myślenia, to musi to za sobą pociągnąć reakcje serca, reakcje ciała. I w innej kolejności również. Skoro zatem sytuacja jest nowa to jak w niej ma się pojawić zdrowy punkt równowagi? Musi on być odnaleziony. Nie pojawi się ot tak znienacka. Zatem chwilę trwa nim Gömböc się ustabilizuje. Z czasem to staje się coraz bardziej zabawne i radosne. Po prostu coś zupełnie nowego co jakiś czas.

Nieznany potencjał ciała fizycznego

Joga jako droga samopoznania to nie tylko poznanie filozoficzne. To również poznanie emocjonalne, uczuciowe. Ale i również poznanie naszej fizyczności. Z ubolewaniem stwierdzam, że ten ostatni aspekt tradycji duchowych jest najmniej znany w dzisiejszych czasach. Duchowość przez ostatnie stulecia, szczególnie w kulturze zachodniej stała się filozoficzno-etyczna. Mówi jak jest teoretycznie dobrze ale nie ma pojęcia jak do tego „dobrze” dojść.

Uważam, że jesteśmy istotami duchowymi. Nie argumentuje tego nawet filozoficznie. To po prostu jest wpisane w naszą biologię. To wiedzieli starożytni mędrcy, to wiedzą szamani. Nasza biologia wspiera nasz duchowy wzrost. Jeśli wiemy, że to robi i jak to robi to jest dużo łatwiej. I to są również elementy jogi:

  • wykorzystanie naturalnych potencjałów organizmu by wesprzeć różne procesy samoleczenia z trudności napotkanych po drodze,
  • wykorzystać te same predyspozycje organizmu do rozszerzenia naszej świadomości znacząco po za to co zachodnia kultura uznaje za możliwe.

Na co dzień mało się przejmujemy naszym organizmem. Ot nakarmić i umyć. Odnosimy się czasem do mózgu, do serca. I do żołądka jak boli bo coś nie tak było z pokarmem. Ale dalej to dopiero jak cos się naprawdę psuje i lekarz mówi nam, że „oj tarczyca w kiepskim stanie”.

Droga jogina jest inna. Joga pozwala poznać znaczenie wielu różnych wewnętrznych organów, ich wpływ na homeostazę organizmu, na świadomość oraz za pomocą odpowiednich praktyk wpłynąć na uleczenie organu i wykorzystanie jego potencjału do znaczącego poszerzania swych możliwości.

Weźmy np. ciało migdałowate. Mało kto wie, że w ogóle jest. A jest w głowie, w centralnej części mózgu, stanowi część układu limbicznego. Jeśli już ktoś wie o ciele migdałowatym to zna to zazwyczaj pod hasłem „odpaliły mi ciała migdałowate”. Mówiąc inaczej – wnerwiłem się, wybuchłem gniewem i dałem komuś do wiwatu. Sprawa jest jednak znacznie bardziej złożona oraz co istotne, pozytywna.

Na potrzeby samorozwoju nie trzeba oczywiście wnikać w pełną biologię i nauki pokrewne. Wystarczy pewne pojęcie. Otóż ciało migdałowate zbiera impulsy z całego organizmu. Wszelkie. I przetwarza je nadając im pewien „ton”. Stanowi swego rodzaju „filtr”. To ten filtr sprawa, że w jednej i tej samej sytuacji możemy być nastawieni otwarcie i pokojowo lub agresywnie i zamknięci. Np. z powodu sytuacji na drodze przed spotkaniem, na które dojechaliśmy. Dla uproszczenia można powiedzieć, że ciało migdałowate ma dwie bramy którymi wpuszcza impulsy z organizmu i tworzy z tego w umyśle pewien obraz sytuacji. Bramę różnicowania i bramę jedności. To jaka brama jest aktywna wpływa na to jak będziemy się czuć i jak zachowywać. Jak reagować. Jak myśleć.

Łatwo się domyśleć, że dla większości z nas domyślnie jest to brama różnicowania i zazwyczaj na niej nieustannie działamy. Brama ta uruchamia mechanizmy dualizmu, polaryzacji, rozróżniania co miłe, co nie miłe. Co obce a co swojskie. Co przyjazne a co wrogie. Ona sama w sobie oczywiście nie jest zła. Przydaje się. Problemem jest po prostu nieustanne z niej korzystanie. Bo korzystanie z tej bramy stymuluje nasza współczesna kultura. Konsumpcjonizm. Materializm. Ekonomia. Osądzanie. Celebrytyzm. Hierarchie etc.

W przypadku gdy ciało migdałowate przełącza się na bramę jedności zaczynamy zachowywać się inaczej. Pokojowo. Otwarcie. W zaufaniu i bezkonfliktowości. Kompromisowo. Biorąc spokojnie pod uwagę inne punkty widzenia. W jedności.

I teraz co ma do tego joga? Otóż praktyka jogi to między innymi odkrycie, że mamy wpływ na to jaką np. bramą ciała migdałowatego operujemy. Po prostu. Świadomym aktem woli. Wymaga to nieco praktyki ale jest osiągalne dla każdego.

W jednym z wpisów podałem, że w praktyce medytacji warto unosić zamknięte oczy, wyrażające uśmiech, kierować spojrzenie w stronę punktu na czole. I wizualizować światło w tym miejscu gdzie hindusi malują na czole kropkę. Jeśli dodamy do tego poczucie ruchu energii z centrum głowy do przodu, tak jakbyśmy chcieli się przesunąć w głowie do przodu, to uruchamiamy proces przełączania bramy ciała migdałowatego. Z różnicowania na jedność. Brama różnicowania jest z tyłu ciała migdałowatego, jedności z przodu. Taka postawa uruchamia zmiany w funkcjonowaniu ciała migdałowatego oraz wprowadza więcej energii do kory nowej mózgu wyciszając nieco bardziej prymitywny mózg gadzi i aktywując wyższe funkcje poznawcze. Wspomaga to wyjście z paradygmatu walka-ucieczka-przetrwanie do paradygmatu bezpieczeństwa-jedności-pokoju.

Wydaje się to może na początek skomplikowane ale to tylko dlatego, że tego nie robimy na co dzień. Z niewielką praktyką, staje się to naturalnym ruchem, jak poprawianie grzywki na czole, gdy spada na oczy i zasłania widok. W sytuacji gdy czujemy, że ciało migdałowate zaczyna działać w trybie walki prosty ruch wewnątrz i sprawa się rozwiązuje. Oczywiście są sytuacje gdy warto zdać się na ciało migdałowate w trybie przetrwania. Np. gdy goni nas wilk w lesie. No ale jak często ganiają nas wilki w lesie a jak często po prostu chcemy dogadać się z innymi ludźmi?

Z biegiem czasu okazuje się też, że nie trzeba tego nawet już kontrolować. Bo zmienia się nasza homeostaza. W toku dosyć trudnego rozwoju osobistego w naszym społeczeństwie wymuszony na nas Gömböc uwzględnia, że działamy z dualistyczno-separacyjnej bramy ciała migdałowatego. Gdy włożymy w to trochę aktywnego wysiłku, to właśnie niedualna jednocząca brama ciała migdałowatego staje się trwałym elementem naszego Gömböca, a chwilowe aktywacje dualnego postrzegania pojawiają się wtedy gdy to jest chwilowo potrzebne.

To co opisałem powyżej to tylko jeden z przykładów tego czym w istocie jest pełna joga. Samopoznanie. I jaki potencjał jest w nas. Mówiąc w nas mam na myśli również w naszych organizmach. Jest w nas wiele ważnych organów, których wpływ ma istotne znaczenie na nasze zdrowie emocjonalne, mentalne i fizyczne. Jak z tego korzystać?

Narzędzia jogina

By w pełni uruchomić samoleczniczy potencjał naszego ciała warto by mieć do dyspozycji narzędzia łączące wszystko to na co składa się nasza wewnętrzna przestrzeń. Koncepcje. Abstrakcje. Myślenie. Uczucia. Emocje. Relacje. Fizyczność.

Przykładowo. Wyrażanie własnego zdania. Każdy zapewne zna, albo większość, wrażenie uścisku w gardle gdy czujemy że coś chcemy powiedzieć ale nie chce to nam przejść przez gardło. Albo gdy głos się nam łamie gdy mówimy coś niezwykle dla nas ważnego ale czujemy trudność w wyrażeniu tego.

W tym prostym przykładzie znaczenie na to co się dzieje w gardle ma wiele elementów: nasz pogląd, wpojone moralne zasady, konwenanse, zdolność przeżywania i wyrażania emocji. Nasze uczucia względem siebie i otoczenia oraz co istotne – fizyczne organy. Stan zdrowia i sprawność tarczycy a za nią, ośrodkowego układu nerwowego, na którego funkcjonowania mają wpływ jej hormony.

Przydałoby się zatem mieć jedno narzędzie które odpowiada takiej wybranej – np. gardłowej – grupie zjawisk. Poglądowi co do prawa do wyrażania siebie bez obaw o to co pomyślą inni. Swobody ekspresji emocji związanych z tym co mówimy i stabilności uczuć jakie nosimy. I kontroli stanu hormonów mających wpływ na ośrodkowy układ nerwowy. I jednocześnie mieć takie narzędzie którym nie zrobimy sobie krzywdy. I jeszcze by to narzędzie nas nie ograniczało w możliwości dalszego rozwoju tego aspektu.

Takie narzędzia istnieją. Zostały wynalezione, że tak to nazwę, przez starożytnych mędrców na których mówimy Riszi. Zostały one opisane w literaturze wedyjskiej, w Upaniszadach. Tymi narzędziami są czakry. Pojęcie analogiczne do wedyjskiego systemu czakr stosują też oczywiście niektóre tradycje szamańskie.

Czakry obejmują wiele  aspektów naszej wewnętrznej przestrzeni – mentalne, emocjonalne, uczuciowe, fizyczne ale i duchowe, wyższe, transcendentne. Do tego dobór czakr – jakie są, obejmuje ścieżkę rozwoju człowieka od świadomości pre-personalnej, poprzez personalną do trans-personalnej. Obejmuje też relacje do siebie, relacje do społeczeństwa, do świata oraz wyższego Ducha. Obejmuje przestrzeń podświadomości, świadomości i nadświadomości. Percepcji logicznej i irracjonalnej. Czakry obejmują nawet pojęcia z dziedziny psychoanalizy C.G. Junga jak i bardziej współczesnych odkryć.

Dobór czakr, kolejność pracy z nimi, ma swoje głębokie uzasadnienie. Np. wracając do tematu gardła. I  czakry gardła. I wyrażania własnych poglądów. Zanim zaczniemy je wyrażać warto sprawdzić, które są nasze, a które są wdrukowanymi nam schematami  np. naszych rodziców. Nie są zatem naszą energią. Prawda? Dlatego zanim się zacznie uzdrawiać czakrę gardła warto uzdrowić czakrę solar-plexus, a jeszcze wcześniej sakralną etc. Bo może nasza wewnętrzna istota blokuje nam czakrę gardła bo intuicyjnie nie chce byśmy wyrażali to co w nas jest obce? A przy okazji niejako blokuje wszystko? Wszystko zatem w tematyce pracy z czakrami ma swój określony uzasadniony porządek i znaczenie.

Podkreślam – to jest narzędzie. Nie trzeba z niego korzystać by osiągnąć samoleczenie i rozwój własnej świadomości i zdolności. Można korzystać z czego innego. Można się urodzić geniuszem duchowym, który po prostu wszystko intuicyjnie potrafi. Można. Mnie się nie poszczęściło aż tak i geniuszem duchowym się nie urodziłem. A narzędzia nauki zachodniej, które poznałem okazały się zbyt wybrakowane. Ciągle są niedoskonałe. Owszem, przydatne w wielu sprawach skrajnych. Jak rzeczywiście chorujemy. Jak mamy wypadek. Ale do tego by sprawnie uleczyć się wewnętrznie i rozwinąć w sobie wyższe poziomy świadomości w naturalny sposób, współczesna zachodnia nauka jeszcze wiele musi odkryć. Już to odkrywa. Jest coraz więcej znakomitych naukowców, którzy badają te obszary. Ale jeszcze wiele przed nią.

Oczywiście czakry to nie jedyne narzędzia jogina. Ale na początek są wystarczające. W następnych wpisach zaprezentuje różne znane mi systemy czakr oraz podstawowe zasady ich wykorzystania w procesie samoleczenia i rozwoju. Tym wpisem chciałem ustanowić pewien kontekst zrozumienia czym są czakry wedle tradycyjnych nauk duchowych oraz połączyć je z bardziej współczesną wiedzą.

Warto też podkreślić jedno. Co wiem z własnego doświadczenia. Czasem okoliczności życiowe albo po prostu pewnego rodzaju wgląd duchowy, spowoduje spontaniczną zmianę naszej homeostazy. Taki etap radosnego neofity. Będziemy radośni, otwarci, wszystko będzie oczywiste i łatwe. To może potrwać dni, tygodnie, miesiące. Wiedza będzie nam w tym czasie zbędna. Praktyka medytacji również będzie się wydawać nieistotna. Jednakże, życie to nieustanna zmiana. Takie etapy kiedyś się kończą. I wtedy przychodzi czas wątpliwości. Dlatego polecam drogę samopoznania. Bo samopoznanie, nie tylko naszej niedualnej natury Jaźni ale również spraw naszej energetycznej i fizycznej manifestacji, może nam się przydać. By odnaleźć się w pokoju i radości zawsze, niezależnie od okoliczności. Swój najbardziej radosny okres w życiu jaki miałem wykorzystałem by nieustannie się samo poznawać, wchodzić w to co wydawało się trudne, otwierać nowe furtki. Konsekwentnie stosować nauki moich nauczycieli i ich mądrość zrodzoną z wielowiekowych doświadczeń. I nie żałuję. Podkreślam to bo wiem, że to ważne by taki okres też do tego wykorzystać. W poprzednich analogicznych takich okresach tego nie wykorzystałem, a mogłem.

Doskonałego Gömböca w sobie wszystkim życzę!

One thought on “Zdrowie emocjonalne i mentalne

  1. Życie i utrzymanie w nim homeostazy jest jak spacer po linie. Ostrożnie idziesz do przodu krok po kroczku, przesuwając środek ciężkości swojego ciała – odważnie przechodzisz przez kolejne doświadczenia, jednocześnie balansując wśród codziennych trosk i stanów emocjonalnych.
    Skojarzyła mi się piosenka Grzegorza Turnaua. Jak Linoskoczek.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: